Mikołaj Linda: Najnowsze Filmy, Życie Prywatne i Kariera Aktorska

Gdyby polskie kino miało twarz twardego faceta, który jednym spojrzeniem potrafi zatrzymać akcję – byłaby to twarz Mikołaja Lindy. Aktor, reżyser, wykładowca i niekwestionowany król ekranowej charyzmy, od lat porusza się po rodzimym kinie z gracją żywiołu – raz spokojnym jak cisza na planie, raz groźnym jak spojrzenie jego „Franza Maurera”. Co u niego słychać? Cóż, Linda wciąż nie zwalnia tempa!

Najnowsze dzieła ekranowe – wraca mistrz

Choć wielu fanów zna go głównie z kultowego Psów, Mikołaj Linda nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. W ostatnich latach mogliśmy go zobaczyć m.in. w „Kobiety mafii 2” Patryka Vegi – bo jak pojawia się grubsza afera na ekranie, to Linda musi być w centrum. Ale również teatr nie jest mu obcy – tam, gdzie trzeba powiedzieć tekst z siłą poezji i efektu bomby, on też zawsze zdąży na odsłonę.

W najnowszych projektach Linda pokazuje się nie tylko jako aktor, ale także jako mentor – współtworzy warsztaty, angażuje się w niszowe produkcje i wspiera młodych twórców. Bo przecież ktoś musi przekazać pałeczkę nowemu pokoleniu twardzieli, którzy potrafią rzucać kwestiami tak, że gęsia skórka włącza się automatycznie.

Życie prywatne? Cicha przystań z nutką rock and rolla

Poza ekranem Mikołaj Linda to jednak zupełnie inna postać niż ten groźny typ z filmu sensacyjnego. Żonaty z Lidią Popiel – fotografką, dziennikarką, ikoną stylu i klasą samą w sobie – tworzy jedną z ciekawszych par w świecie polskiego show-biznesu. I choć nie trafiają codziennie na okładki brukowców, ich związek to przykład stylowej normalności w świecie pełnym dram.

Aktor ma również dwóch synów – Mikołaja i Michała, którzy także chodzą własnymi ścieżkami. Starszy Mikołaj poszedł w ślady ojca – również para się aktorstwem (a nazwisko Linda jakoś tak naturalnie wygląda na plakacie, prawda?). A młodszy Michał zajął się muzyką, ale też nie stroni od refleksji artystycznych. Rodzinne DNA z talentem w komplecie, a jakże!

Kariera aktorska – od „Czasu Apokalipsy” do „Psów”

Początki kariery Mikołaja Lindy to nie były od razu wielkie wybuchy i cytaty na koszulkach. Zadebiutował w latach 70., grając w filmach bardziej eksperymentalnych niż komercyjnych. Ale już wtedy było wiadomo, że jeśli nie zostanie gwiazdą ekranu, to najwyżej znajdzie się na banknocie, takim na twardzieli.

Prawdziwa eksplozja przyszła w latach 90., kiedy zagrał niezapomnianego Franza Maurera w „Psach” i jego kontynuacjach. Cytaty z tych filmów po dziś dzień fruwają w internecie, a sam Linda stał się ikoną pokolenia urodzonego przed erą selfie i TikToka. Właściwie to był takim polskim Brucem Willisem, tylko bez potrzeby tłumaczenia słów na ojczysty język.

Potem przyszedł teatr, kolejne filmy, rola pedagoga i reżysera. Bo Mikołaj Linda to nie tylko postać, to marka z hasłem „jakość gwarantowana przez surowy głos i wzrok bazyliszka”.

Mały fun fact dla fanów

Nie każdy wie, że Mikołaj Linda mieszkał przez pewien czas w Niemczech i był blisko związany z kinem europejskim. Tam też próbował swoich sił na deskach teatralnych, a nawet w filmach artystycznych, które niekoniecznie zaczynają się eksplozją. To zupełnie inna twarz Lindy – ta, która nie rzuca krzesłem tylko cytuje Brechta. I to właśnie ta wszechstronność sprawia, że aktor wciąż intryguje.

Mikołaj Linda to nie tylko aktor, to instytucja z własnym, rozpoznawalnym stylem. Czy w garniturze oficera SB, czy w skórzanej kurtce ojca artysty – zawsze potrafi przyciągnąć uwagę. Z dystansem do siebie, klasą i nutą nonszalancji, wciąż jest jednym z najważniejszych filarów polskiej kinematografii. A że na filmowym rynku pojawiło się wiele nowych twarzy? Świetnie – Linda zawsze był facetem, który z młodszymi gra ramię w ramię, a nie na przekór.

Przeczytaj więcej na: https://feminin.pl/synowie-lindy-mikolaj-i-michal-matka-wiek-ciekawostki/

Gdyby polskie kino miało twarz twardego faceta, który jednym spojrzeniem potrafi zatrzymać akcję – byłaby to twarz Mikołaja Lindy. Aktor, reżyser, wykładowca i niekwestionowany król ekranowej charyzmy, od lat porusza się po rodzimym kinie z gracją żywiołu – raz spokojnym jak cisza na planie, raz groźnym jak spojrzenie jego „Franza Maurera”. Co u niego słychać?…