Suzuki S-Presso: Opinie, Cena, Dane Techniczne i Testy 2023

Małe jest piękne – powiedział kiedyś ktoś, kto najprawdopodobniej nie widział jeszcze Suzuki S-Presso. Ale tylko do czasu. Bo ten mikrosamochód, który wygląda jak skrzyżowanie miejskiego SUV-a z kreskówkowym hatchbackiem, zyskuje coraz większe grono fanów. W dobie miejskiego chaosu, korków i coraz ciaśniejszych miejsc parkingowych, Suzuki rzuca na ring coś, co może nie ma groźnego wyglądu, ale za to ma wybitnie praktyczne podejście do życia. Czy ten czterokołowy maluch to tylko chwilowa moda, czy może faktycznie warto w niego zainwestować? Sprawdzamy!

Karoseria pod lupą, czyli design po japońsku

Patrząc na Suzuki S-Presso, można odnieść wrażenie, że inżynierowie otrzymali za zadanie stworzyć coś między zabawką a mini SUV-em. Jakby połączyć renifera z papugą – niby absurd, a jakoś działa. Auto mierzy zaledwie 3,56 metra długości, ale dzięki sprytnej, niemal pionowej sylwetce wygląda na większe niż jest w rzeczywistości. Jasne, to nie jest design, który poruszy serca estetów, ale za to działa jak magnes na ludzi ceniących „praktyczność z duszą”.

Wysoko umieszczone siedzenia sprawiają, że do auta się wsiada, a nie wpada – to ważne dla osób, które niekoniecznie mają ochotę na codzienne akrobacje przy wejściu do samochodu. Do tego solidny prześwit wynoszący 180 mm – co w tej klasie można uznać za prawdziwe Mount Everest!

Wnętrze – więcej niż się spodziewasz

Nie oszukujmy się – Suzuki S-Presso to nie jest Rolls-Royce. Wnętrze to prosta historia z twardymi plastikami, ale… i tu zaskoczenie – wszystko zostało przemyślane i działa dokładnie tak, jak powinno. Centralny kokpit wygląda, jakby został pożyczony z jakiegoś kosmicznego projektu, a zamiast klasycznych zegarów mamy ciekawie zaprojektowany ekran umieszczony na środku deski rozdzielczej. Taki trochę „mini Tesla na ryżowym budżecie”.

Zaskakująco dużo miejsca mają pasażerowie z przodu, ale i z tyłu da się jakoś przetrwać – o ile nie jesteś koszykarzem NBA. A teraz najlepsze: bagażnik. Niby tylko 239 litrów, ale po złożeniu tylnych siedzeń robi się całkiem pakowny maluch. Zwłaszcza, jeśli na co dzień przewozisz zakupy, plecak i psa wielkości teczki.

Pod maską: skromna moc, wielka odwaga

Sercem Suzuki S-Presso jest skromny, trzycylindrowy silnik benzynowy o pojemności 1.0 litra i mocy 67 KM. Brzmi jak silnik od kosiarki? Tylko do momentu, gdy ruszysz spod świateł – auto waży zaledwie 770 kg, więc jest zaskakująco zwinne, a w mieście porusza się niczym wiewiórka po kawie.

Spalanie? Tutaj S-Presso zasługuje na nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii. Producent obiecuje średnio około 4,5 l/100 km i – co zaskakujące – to naprawdę się zgadza. W trasie nieco więcej, ale w mieście Suzuki niemalże popija benzynę słomką.

Testy i opinie: co mówią użytkownicy?

O dziwo, większość właścicieli zgadza się co do jednej rzeczy: Suzuki S-Presso to auto, którego się nie kupuje sercem, ale które po czasie kradnie serce. Pochwały zbiera za niezawodność, niskie koszty eksploatacji i łatwość parkowania dosłownie wszędzie. Krytyka też się znajdzie – głównie za design i twarde zawieszenie (na dziurawej drodze jest jak jazda po stole do ping-ponga z petardami).

A jak wypada w testach zderzeniowych? Tutaj japoński producent mógłby jeszcze coś poprawić – w standardach europejskich auto uzyskało 2 gwiazdki w testach Global NCAP. To wynik słaby, ale nie zapominajmy, że S-Presso powstało głównie z myślą o rynku indyjskim, gdzie priorytety są nieco inne.

Ile to kosztuje – czyli cena za mikro mobilność

W 2023 roku podstawowa wersja Suzuki S-Presso kosztuje w Polsce niewiele ponad 45 tysięcy złotych – a to tyle, co… dobrze wyposażony rower szosowy. Jasne, nie mamy tutaj miliona gadżetów i siedzeń masujących plecy, ale za to dostajemy pojazd, który bez problemu dowiezie nas do pracy, sklepu i przedszkola w jedno popołudnie. Wersja topowa (czyli z klimatyzacją, radiem i elektrycznymi szybami) kosztuje około 55 tysięcy zł – nadal mniej niż przeciętny używany SUV.

Oto jeden z przypadków, gdzie mały może więcej. Suzuki S-Presso nie jest samochodem idealnym, ale w swojej klasie bije wielu konkurentów na głowę. Nadaje się idealnie do miejskiej dżungli, przewiezie cię z punktu A do B za grosze, a przy okazji wywoła uśmiech politowania na twarzach właścicieli wielkich SUV-ów, którzy akurat próbują zaparkować. Jeśli szukasz auta praktycznego, taniego w utrzymaniu i z duszą nieco zaskakującej egzotyki – kliknij Suzuki S-Presso i przekonaj się, że prostota bywa największym luksusem.

Choć nie wygra żadnego konkursu piękności, z pewnością zdobędzie serca pragmatyków i fanów rozsądnych rozwiązań. Tani w zakupie, tani w utrzymaniu, ze stylówką, która każe przechodniom na chwilę się zatrzymać – może nie z podziwu, ale na pewno z zaciekawienia. Jeśli nie boisz się odrobiny ekscentryzmu na czterech kołach, Suzuki S-Presso może być twoim idealnym miejskim towarzyszem. Bez zadęcia, za to z charakterem!

Małe jest piękne – powiedział kiedyś ktoś, kto najprawdopodobniej nie widział jeszcze Suzuki S-Presso. Ale tylko do czasu. Bo ten mikrosamochód, który wygląda jak skrzyżowanie miejskiego SUV-a z kreskówkowym hatchbackiem, zyskuje coraz większe grono fanów. W dobie miejskiego chaosu, korków i coraz ciaśniejszych miejsc parkingowych, Suzuki rzuca na ring coś, co może nie ma groźnego…